13 Półmaraton Warszawski

SEN O WARSZAWIE

Po falstarcie w Poznaniu jakoś nie miałem wielkiej ochoty biegać w stolicy, a tym bardziej na dłuższym dystansie. Jakiś czas temu zaproponowano mi udział w akcji #BIEGAMDOBRZE, a takich rzeczy się nie odmawia i nie mogłem zawieść 😊 Po konsultacji z trenerem postanowiliśmy wykonać w trakcie zawodów trening.

Badania krwi teraz były o wiele lepsze niż miesiąc temu przed Maniacką, zrobiłem porównanie parametrów, gdyż zacząłem stosować Alfa Aktiv, o której wspominałem jakiś czas temu. 30 dni stosowania i widzę pozytywne efekty w treningu, ale również w samopoczuciu. Działa 😊 Dodało mi to trochę pewności siebie i wiary, że będzie dobrze.

W Warszawie byłem już od środy, wiec trochę zwiedziłem na biegowo stolicy i powiem szczerze, że asfalt mnie przeraża. Moje zielone tereny na Rusałce jednak są o wiele przyjemniejsze. W czwartek pobiegłem do Lasku Bielańskiego i trochę się pogubiłem, przez co wyszło delikatnie nadprogramowo kilka kilometrów 😊

Tydzień  wyglądał dość wymagająco, w sobotę kończąc poranny trening miałem prawie 100 km, a w niedzielę po biegu 121 km w nogach. Czego mogłem się spodziewać w niedzielę? Fajerwerków raczej być nie powinno.

Pobudka 6:30, śniadanie 2 bułki z miodem herbata i na start. Przed startem ponad 4 kilometry maszerowania do miasteczka biegacza i ogólnie kręciłem się wszędzie tak bez celu, bez parcia na wynik z myślą o dobrej zabawie w trakcie, więc nie było spiny. Rozgrzewkę rozpocząłem 30 minut przed startem – ponad 3 km spokojnego biegu, a nogi lekkie 😲 3 rytmy 100 /100. Przed biegiem tam mi się chciało pić, a z braku wody złapałem łyka coca coli 😝 co czułem do 5 kilometra.

Ustawiłem się gdzieś w okolicy flagi na 1:20, bo tak miałem biec.

SEN O WARSZAWIE i start.

Poszły konie po betonie pierwsze 2-3 kilometry to szarże po krawężnikach, przepychanki, walka na łokcie, rozmowy o wszystkim i o niczym wśród biegaczy. Ja schowany gdzieś z boku biegłem swoje i nie miałem zamiaru się z nikim ścigać 😊

Właśnie jaki był plan?

Biec ponad połowę dystansu w tlenie i dalej podkręcać tempo, ale nie zajeżdżając się!

Z perspektywy czasu, gdy patrzę na wykresy z biegu i moje samopoczucie po zawodach i dzisiaj na treningu był to ewidentnie dzień konia.

Na tarczy zegara ustawione tylko tętno nic więcej 😲

5 km bez historii – 18:37 – 3:43, więc tak jak miało być tylko największy problem w tym, że tętno było bardzo niskie. Biegło się świetnie.

10 km – 36:52 i nadal tętno leniwie balansowało na pograniczu 158-162. Badania wydolnościowe niestety miałem stare i magiczna bariera do przekroczenia w dalszej części dystansu to 168.

Decydujące kilometry to między 12-14. Grupka się już mocno porwała mi biegło się nadal świetnie, na punkcie wziąłem sobie 4 pastylki dekstrozy i zjadłem wszystkie 😊 no co zgłodniałem.

Wbiegając na most … ruszyłem 200-300 metrów po 3:20 i doszedłem 3 osobową  grupkę przed sobą i wtedy zaczęło się takie systematyczne wyprzedzanie.

5 km byłem – 157

10 km – 130

15 km już – 107

To był ten dzień, gdzie mogę śmiało powiedzieć, że życiówka zostałaby pobita pomimo takiego ciężkiego tygodnia. No, ale od samego początku nie kalkulowałem i nie liczyłem w ogóle na ile mogę biec. Planowałem 1:18-1:19, a wyszło jak wyszło 😊

 

Czekałem na wybiegnięcie na ostatnią prostą i tam dopiero chciałem wrzucić wyższy bieg. Tak też się stało, ale wszystko trzymałem w ryzach.

20 km i awans na 82 pozycję 😊

W okolicy 18 kilometra spotkałem Radka, który walczył o życiówkę. Trochę go pociągnąłem, ale przy fladze 20 poleciałem swoje :] jakie było moje zdziwienie widząc zegar.

Na mecie czas 1:16:12 i 80 miejsce.

Według garmina najwolniejszy kilometr był po 3:43, a najszybszy 3:20. Nie ukrywam, że na ostatnich 5 kilometrach miałem ochotę od razu depnąć i lecieć w trupa do mety, ale bałem się, że zepsuje to dalszy konspekt treningowy. Mam nadzieję, że taki dzień trafi mi się w Poznaniu i poprawię życiówkę 😊

Czas gorszy od życiówki o półtorej minuty, a uzyskany na takim luzie. Idzie ku lepszemu, dawać mi ten maraton już 😃 hola, hola jeszcze trochę.

Podsumowując imprezę:

– trasa idealna na życiówki, jeśli za rok będzie taka sama, to postaram się wrócić

– strefa mety i miasteczko biegacza na duży plus. Full wody na mecie + izo i szejk smakowy. Pomidorówka i ciepła herbata, masaż, strefy relaksu 😊

– kibiców pełno

– punkty żywieniowe na trasie bardzo długie co pozwalało komfortowo z nich skorzystać

– toitoiów miliony 😊

Wiele znajomych twarzy z internetu i miłe rozmowy ;]

Dziękuję WARSZAWO!

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 komentarze “13 Półmaraton Warszawski”